Rynek sztuki w 2012 roku - raport Stowarzyszenia Antykwariuszy Polskich

SAP - logo

Rynek sztuki w 2012 roku
- raport Stowarzyszenia Antykwariuszy Polskich - plik do pobrania

 

  Sytuacja na światowym rynku sztuki

   Zeszłoroczny raport SAP, omawiający sytuację na rynku sztuki w 2011 roku,  kończył się stwierdzeniem autorów sugerującym możliwość pojawienia się w roku 2012 zjawiska świadomego inwestowania nadwyżek, wypracowanych przez budującą się w Polsce klasę średnią, w dzieła sztuki (www.antykwariusze.pl). Czy prognoza była słuszna? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć w tym raporcie, który podsumowuje sprzedaże aukcyjne na światowym rynku sztuki, ze szczególnym uwypukleniem tego, co zdarzyło się w naszym kraju.


   Przygotowany przez firmę Artprice.com i niedawno opublikowany raport dotyczący aukcyjnego handlu dziełami sztuki w roku 2012 ma charakter wyjątkowy. Thierry Ehrmann, autor opracowania, zdecydował się na przygotowanie go we współpracy z Jie Wan, z firmy Artron, która monitoruje chiński rynek sztuki. Dzięki temu możemy skorzystać z pełniejszych danych pochodzących z największego obecnie na świecie rynku sztuki jakim są Chiny.
   Sprzedaż aukcyjna na światowym rynku w 2012 roku wyniosła 12.3 mld dolarów, z czego aż 5.1 mld przypadło na Chiny, zaś 7.2 mld na resztę świata. Zaznaczyć należy, że dane nie uwzględniają rynku rosyjskiego. Zestawienie powyższych liczb ukazuje, że  to Chiny generują największy obrót w handlu dziełami sztuki i do nich należy 41.3% rynku. Na drugim miejscu jest USA ze sprzedażą 3.3 mld dolarów (27%), następnie Wielka Brytania – 2.2 mld (18%), kolejno Francja – 0.5 mld (4%), Niemcy – 0.2 mld (2%) i Szwajcaria – 0.1 mld (1%).  Pod względem ilości sprzedanych obiektów dominuje Zachód - 67.8%, na Chiny przypadło 32.2%.
   Rok 2012 nie był zły, przyniósł w stosunku do roku poprzedniego wzrost obrotów o 5.5%, ale dla Chin wypadł gorzej. Widoczne od pewnego czasu spowolnienie gospodarki dało się tam odczuć i na rynku sztuki, gdzie sprzedaż zmalała o 37%.
   Analizując strukturę sprzedaży w krajach Zachodu widoczny jest znaczący wzrost obrotów w USA, czyli przede wszystkim w Nowym Jorku, gdzie zawiera się 95% transakcji na rynku amerykańskim.
   Ameryka dynamicznie wychodzi z kryzysu – w 2012 roku sprzedaż wyniosła 3.34 mld dolarów wobec 2.72 mld w 2011 roku. W większości krajów europejskich oprócz Wielkiej Brytanii z obrotem 2.2 mld dolarów, takim samym jak w roku poprzednim, nastąpiło obniżenie sprzedaży, np. we Francji rynek zmalał o 3.4%, w Niemczech o 13%, Szwajcarii o 18%  i we Włoszech o 24%. Francja jest krajem, w którym w 2012 r. sprzedało się najwięcej obiektów bo aż 59.000, jednak  stolicą europejskiego handlu sztuką jest Londyn, który generuje 99%  obrotów rynku brytyjskiego, czyli ok.2 mld dolarów.
   Najczęściej sprzedawanymi dziełami sztuki są te tańsze, osiągające ceny poniżej 1.000 dolarów (51%) lub trochę droższe z przedziału od 1.000 do 5.000 USD (30%). Pomimo, że razem daje to 80% sprzedaży pod względem ilościowym, to wartościowo stanowi zaledwie 5% obrotów rynku sztuki. O wynikach decydują drogie sprzedaże. Te mają miejsce przede wszystkim w Nowym Jorku na licytacjach organizowanych przez trzy największe domy aukcyjne: Sotheby’s  (sprzedaż za 1.5 mld dolarów), Christie’s (1.4 mld) i Phillips de Pury & Company NY (0.2 mld).  Tam też padł rekord 2012 roku – wylicytowano „Krzyk”(1895) Edwarda Muncha za 107 mln dolarów (Sotheby’s, 2.05.2012). Spośród  innych wysokich notowań aż 60% to wyniki amerykańskich artystów: Marka Rothko, Andy Warhola i Jacksona Pollocka, których dzieła osiągają od 20 do 80 mln dolarów. Potwierdza to tezę, że kolekcjonerzy poszukują przede wszystkim twórczości rodzimych twórców. Jeżeli zaś zwracają się ku sztuce dalekiego wschodu to preferują dzieła artystów zasymilowanych z naszym kręgiem cywilizacyjnym. Najpopularniejsze są sztuka nowoczesna  (48% sprzedaży) oraz powojenna i współczesna (34%).
W dalszym ciągu rynek zdominowany jest przez tzw. duopolis, czyli dwa domy aukcyjne Sotheby’s i Christie’s, które sprzedały razem za 5.2 mld dolarów i mają odpowiednio 34.7% oraz 37.9% rynku.

   Rynek chiński pod wieloma względami różni się od naszego. Przede wszystkim wyróżnia się tam inne, trzy podstawowe kategorie sztuki: tradycyjne malarstwo chińskie i kaligrafię (51% sprzedaży), porcelanę i inne obiekty (38.5%) oraz malarstwo olejne i sztukę współczesną (1.6%). Chińczycy, podobnie jak i inne nacje, preferują twórczość własnych artystów, ale ich zakupy mają bardziej niż gdzie indziej charakter inwestycyjny. Ostatnich kilka lat było okresem dynamicznego wzrostu rynku chińskiego. Tendencja ta uległa zahamowaniu dopiero w roku ubiegłym. Widoczne to było nie tylko po spadku obrotów, ale przede wszystkim sprzedaży dzieł drogich, powyżej 1 mln dolarów. Jeszcze w roku 2011 sprzedano ich 1.105,  a w 2012 tylko 516 sztuk. Poszukując dobrych możliwości inwestycyjnych Chińczycy zwrócili się ku sztuce artystów młodych, urodzonych po 1970 roku, nie wahając się z płaceniem wysokich, jak na europejskie standardy, kwot za ich obrazy. Przykładowo za dzieło Jia Aili zapłacono 710.000 dolarów, zaś za Wang Xiaobo 443.600. Przyczyną braku drogich sprzedaży może być stosunkowo mała ilość dostępnych obiektów artystów najbardziej poszukiwanych. Raport Artronu sygnalizuje kształtowanie się rynku artystów najmłodszej generacji, tj. urodzonych po 1985 roku, których dzieła     Chińczycy także uważają za warte zainteresowania pod względem inwestycyjnym.
    Najdrożej sprzedanym na aukcjach obrazem w 2012 roku był wspomniany już „Krzyk” Muncha, który osiągnął cenę bez opłat 107 mln dolarów (Sotheby’s NY, 2.05.2012). Kolejnymi najdroższymi obrazami były dwa dzieła Marka Rothko: Orange, Red, Yellow (1961) 77.5 mln dolarów (Christie’s NY, 8.05.2012) i No.1 (Royal Red And Blue) 67 mln dolarów (Sotheby’s NY, 13.11.2012).
    Artystami, których sprzedaż dzieł wygenerowała największy przychód w 2012 roku byli: Andy Worhol (1928-1987) – 330 mln dolarów, Zhang Daqian (1899-1983) – 287 mln dolarów, Pablo Picasso (1881-1973) – 286 mln, Qi Baishi (1864-1957) 270 mln i Gerhard Richter (ur.1932) – 262 mln. W pierwszej dziesiątce pięciu artystów to Chińczycy, a w roku 2011 było ich sześciu. Zajmowali też czołowe miejsca w tabeli – Zhang Daqian, którego dzieła sprzedały się za 554 mln dolarów był pierwszy, zaś Oi Baishi – 511 mln, drugi. Dopiero trzeci był Andy Worhol ze sprzedażą w wysokości 325 mln dolarów, a więc zbliżoną do osiągniętej w roku ubiegłym. Dane te dobrze obrazują, my byśmy powiedzieli załamanie rynku chińskiego. Jednak przez samych Chińczyków sytuacja jest diagnozowana inaczej. W sprawozdaniu Artronu mówi się, że wszystko wróciło do normy, bo to dynamiczny wzrost cen w latach 2009 – 2011 był niezwykły, a wyniki sprzedaży w 2012 roku odpowiadają tym bardziej racjonalnym z 2010.


    Polski rynek sztuki

    Spadek sprzedaży na polskim rynku sztuki wyhamował w 2011 roku, kiedy to osiągnięto wyjątkowo niskie obroty – ok. 36 mln złotych (tylko aukcje publiczne). Rok 2012 był już znacznie lepszy – licytacje w kategoriach: malarstwo, grafika, rzeźba i fotografia przyniosły ponad 42 mln zł. (w cenach bez dodatkowych opłat). Towarzyszył temu wzrost liczby sprzedanych obiektów – ponad 5.100 sztuk, czyli o 14% więcej niż w ubiegłym roku. Wreszcie pojawiły się transakcje zbliżone do 1 mln zł lub powyżej tej kwoty - Stanisław Wyspiański „Portrety rodziny Sternbachów” sprzedano za 1.850.000 zł (Agra-Art, 18.03.2012) i Józef Chełmoński „Wnętrze stajni” - 900.000 zł (Desa-Unicum, 18.102013). Warto przy okazji odnotować pozaaukcyjną sprzedaż obrazu Olgi Boznańskiej „W atelier” za 1.050.000 zł zrealizowaną w Rempexie. Nie zmieniły się upodobania polskich kolekcjonerów – pierwsza dziesiątka to dzieła oprócz ww. Józefa Brandta (1841-1915), Jana Stanisławskiego (1860-1907), Wilhelma Kotarbińskiego (1849-1922) i najmłodszego w tym gronie Eugeniusza Zaka (1884-1926). W dalszym ciągu wśród najbogatszych kolekcjonerów największym uznaniem cieszy się malarstwo przedstawieniowe z przełomu XIX/XX w. o dużych walorach dekoracyjnych. Nie oznacza to jednak braku zainteresowania sztuką współczesną (tj. artystów żyjących). Podobnie jak w 2011, w roku ubiegłym jej udział w rynku wynosił ok. 15% pod względem wartości i ok. połowę pod względem ilości sprzedaży. Biorąc pod uwagę, ze wśród 20 najdrożej sprzedanych obrazów jest tylko jeden artysty współczesnego – Wojciecha Fangora (ur.1920) – SU1 (265.000 zl, Polswiss Art,11.10.2012), ten wynik może dziwić. Jest on rezultatem mody na sztukę artystów młodego pokolenia. Aukcje tej sztuki zostały zainicjowane w 2006 roku przez łódzki dom aukcyjny Rynek Sztuki i od 2008 roku prowadzone są systematycznie przez warszawskie domy aukcyjne i Sopocki Dom Aukcyjny. W ubiegłym roku było ich ok. 30 i sprzedano na nich większość prezentowanych dzieł. Na ogół obiekty licytowane są od ceny wywoławczej 500 zł i często nie osiągają wyższej niż 1.000, przez co skutecznie wpływają na obniżenie średniej wartości sprzedanego obrazu na polskich aukcjach, która wynosi niecałe 11.000 zł.
   Poza aukcjami galerie specjalizujące się w sztuce  nowoczesnej i współczesnej także radzą sobie na rynku. Za niewielkich rozmiarów obraz Nowosielskiego kolekcjoner musi zapłacić ok. 60.000 zł, trochę mniej kosztują dzieła Brzozowskiego czy Dwurnika, ale nawet artyści młodzi, np. współpracujący z galerią Artemis w Krakowie jak Marta Kawiorska czy Katarzyna Makieła mogą liczyć na sprzedaże w przedziale 3.000-4.000 zł.
    Zdumiewającym zjawiskiem była reanimacja rynku fotografii artystycznej dokonana przez Desę-Unicum,  która dzięki dwóm aukcjom zdjęć Miltona H.Greene’a dźwignęła ten rynku z poziomu 124.000 zł w 2011 roku do ponad 3.5 mln w 2012. Zapewne magnesem, który przyciągnął kupujących był przede wszystkim temat aukcji, czyli wizerunki Marilyn Monroe, ale wyniki sprzedaży świadczą o dużym potencjale polskiego rynku sztuki, który, jeżeli odpowiednio zadziałać marketingowo, może się ujawnić z siła fali tsunami wymiatającą wszystko do kupienia.


    Rynek bibliofilski

   Ten segment rynku dotyczący starodruków, czyli obiektów wydanych przed 1801 rokiem, książek, ulotek, broszur, plakatów, afiszy, czasopism, dokumentów, fotografii, grafik, map i pocztówek jest w dalszym ciągu w dobrej kondycji – z obrotami na poziomie ok.10 mln zł niewiele odbiega od wyników roku 2011. Na 15 aukcjach wystawiono ponad 15.000 pozycji: książek, map, grafik i innych obiektów bibliofilskich, z których 11 osiągnęło cenę powyżej 50.000 zł. Najdrożej sprzedały się „Liberum Chronicarum” Schedla - 185.000 zł (DA Lamus, Aukcja 34,poz.90, bez dodatkowych opłat) i Modrzejewskiego „De Republica emendana” za 100.000 zł (Antykwariat Wójtowicz, Aukcja 34, poz.74). Cenę 98.000 zł osiągnął list Adama Mickiewicza z 1841 r (Rara Avis, Aukcja 102).  Rynek bibliofilski (starodruki stanowią ok. 5% obrotów) podzielony jest przede wszystkim pomiędzy cztery domy aukcyjne: Dom Aukcyjny Lamus (46% udziałów w rynku), Rara Avis (23%), Antykwariat Wójtowicz (16%) i Bydgoski Antykwariat Naukowy (ok.4.5%). Spośród ww. firm tylko Lamus ma swoja siedzibę w Warszawie, pozostałe znajdują się poza stolicą i jest to dla obserwatora rynku sztuki sytuacja nietypowa. Ma ona jednak swoje uzasadnienie historyczne. Jak wskazuje Paweł Podniesiński, specjalista i analityk rynku bibliofilskiego, handel książkami, czy to używanymi na bieżąco, czy też zabytkowymi związany był z większymi miastami, siedzibami wyższych uczelni. Tam powstawało najwięcej księgarni i antykwariatów, zwłaszcza na bazie państwowej firmy Dom Książki. Obecnie jednak, jak i w innych dziedzinach sztuki powoli następuje proces centralizacji handlu bibliofilskiego, którego głównymi centrami stają się Warszawa i Kraków. Widoczny jest pewien spadek podaży, szczególnie w segmencie obiektów najdroższych, ale na uznanie zasługuje efektywność sprzedaży utrzymująca się powyżej 70%.

     Rzemiosło artystyczne

     Sytuacja w handlu rzemiosłem artystycznym w roku 2012 nie uległa zmianie w porównaniu do lat ubiegłych (patrz Raport SAP za rok 2011). Rzemiosło artystyczne sprzedawane w antykwariatach i na aukcjach to w większości masowo produkowane przedmioty dekoracyjne i użytkowe z XIX i pierwszej połowy XX wieku. Nie funkcjonują w naszym kraju firmy specjalizujące się w określonej dziedzinie (np. srebrach czy porcelanie), nie odbywają się również specjalistyczne aukcje bo trudno do takich zaliczyć sporadyczne wydarzenia proponujące przypadkowo zebrane przedmioty z danego tematu, często o bardzo niskiej jakości. W odróżnieniu od malarstwa czy grafiki, które na polskim rynku pochodzą w przytłaczającej większości od rodzimych autorów, obiekty rzemiosła artystycznego często zostały wytworzone w innych krajach co powinno mieć wpływ na ich zobiektywizowaną, opartą o międzynarodowy rynek wycenę. Tak się jednak nie dzieje, cechą charakterystyczną tego segmentu rynku sztuki jest bardzo duża nieadekwatność ustalanych cen wynikająca z małej podaży i często z ograniczonych kompetencji zarówno sprzedających jak i nabywców. Jako ilustrację tego typu zjawisk można podać przykład oferowania przez krakowski antykwariat popularnej na terenach dawnej monarchii austro-węgierskiej szafy za kwotę kilkukrotnie wyższą od zwyczajowych cen za podobne meble w Wiedniu. Innym przykładem jest wystawienie przez warszawski dom aukcyjny mosiężnej misy norymberskiej o popularnym temacie dekoracji za cenę 33 tysięcy PLN, gdy tego typu misy bardzo często pojawiające się na rynku międzynarodowym kosztują średnio od kilkuset do dwóch tysięcy euro. Rzeczą naturalną są różnice  w cenach pomiędzy krajami ale taka ich skala wynika chyba tylko z bardzo małej podaży i w konsekwencji akceptowania przez domy aukcyjne wygórowanych, by nie rzec absurdalnych oczekiwań dostawców. Ustalanie cen wywoławczych na bardzo wysokim poziomie jest zresztą typowe dla całego polskiego rynku aukcyjnego co prowadzi często do braku realnej licytacji a tylko przyjmowania ofert poniżej ceny wywoławczej. Płytkość rynku i brak zainteresowania kolekcjonerskimi przedmiotami rangi muzealnej, ilustruje przykład wystawienia na aukcję wysokiej klasy srebrnego kufla wrocławskiego z przełomu XVII i XVIII wieku, który został zakupiony tylko za cenę wywoławczą (tym razem rozsądnie ustaloną na 47 tysięcy PLN), najprawdopodobniej przez placówkę muzealną. I ten fakt daje podstawy do odrobiny optymizmu: dobry przedmiot zostanie zaprezentowany na publicznie dostępnej ekspozycji, gdzie oglądany przez szeroką publiczność może wpłynie na kształtowanie dobrego gustu i zainteresowań potencjalnych klientów polskiego rynku sztuki.

    Konkluzje

    Wyniki sprzedaży na aukcjach dziel sztuki z 2012 roku ukazują polski rynek sztuki w nieco zmienionym niż w latach poprzednich, bardziej optymistycznym, świetle. Nie można wyrokować, że wzrost sprzedaży jest początkiem stałej tendencji, ale są istotne przesłanki ku temu by tak twierdzić.
    Po słabych latach 2010 i 2011 widać wyraźną poprawę koniunktury objawiającą się zarówno wzrostem wartości sprzedaży jak i ilościowym. Zawarto też kilka droższych transakcji.
Dynamicznie rozwija się segment rynku poświęcony sztuce artystów młodego pokolenia, który jest doskonałym polem działania dla inwestorów, nawet niezbyt posażnych. Kupując dobry obraz młodego twórcy i płacąc za niego od kilkuset do nawet paru tysięcy złotych nie można stracić. W dłuższej perspektywie czasowej, jeżeli tylko artysta będzie dbał o rozwój swej kariery, wartość dzieła musi wzrosnąć. A szansa na trafienie na drugiego Sasnala jest spora. Dzieła sztuki stają się też atrakcyjnym dobrem alternatywnej inwestycji. Przy malejących oprocentowaniach lokat bankowych, ryzykownych inwestycjach w papiery wartościowe i złoto, niepewnym rynku nieruchomości, dzieła sztuki są pewną lokatą finansową, zwłaszcza w dłuższej perspektywie. Coraz częściej zwracają na to uwagę odpowiedzialni za inwestycje pracownicy banków i funduszy. Problem braku inwestorów instytucjonalnych na rynku sztuki nie tylko tkwi w przekonaniu Polaków z grubszymi portfelami, że ten kierunek inwestowania nie zawsze ma sens, ale także, a może nawet bardziej, w braku doświadczenia w działalności na tym obszarze doradców finansowych. Nie wiedzą oni ani co kupować, ani za ile, by inwestycja była bezpieczna i dochodowa, potrzebują trochę czasu by się tego nauczyć. Koniunktura światowa jest sprzyjająca, a zliberalizowane przepisy dotyczące eksportu dzieł sztuki z Polski umożliwiają planowanie i handlowanie poza granicami naszego kraju. Przydałaby się tylko jakaś świadoma polityka rządu w kwestii popularyzowania polskiej sztuki, zwłaszcza na rynkach wschodzących. Jak do tej pory artystyczne kariery Polaków poza granicami Polski wynikają przede wszystkim z determinacji lub układów towarzyskich twórców, nie zaś świadomej polityki kulturalnej państwa, które nie dostrzega aspektu finansowego zagadnienia. I na koniec - konsekwentne działania SAP polegające na wspieraniu działalności antykwariuszy i marszandów poprzez popularyzowanie działalności środowiska i kooperację z agendami administracji państwowej zaczynają przynosić efekty, chociaż, przyznać należy, pozostało jeszcze wiele spraw do załatwienia. Wśród nich najważniejsza to zakończenie realizowanego już od kilku lat projektu powoływania ekspertów SAP.
    Faktem jest, że dzieła sztuki stają się coraz bardziej dostępne, co wynika ze wzrostu zamożności społeczeństwa z jednej strony zaś dużej podaży, w niskich cenach, z drugiej. Sprzyja to traktowaniu zakupów obrazów nie jako ekskluzywnych fanaberii, ale bardziej zaspokajaniu naturalnych potrzeb estetycznych. A proces zaczynający się kupieniem kilku obrazów siłą rzeczy przeistacza się w inwestowanie w sztukę.
 
Wojciech Niewiarowski we współpracy z Zuzanną Migo-Rożek i Pawłem Podniesińskim (rynek bibliofilski) oraz  Leszkiem Wąsem (rzemiosło artystyczne).


Źródła: www.artprice.com - The art market in 2012 – A dialogue between East and West, Art & Business nr 2-3/2013 i informacje własne.

 

Bezpłatny newsletter

Chcesz otrzymywać informacje związane z naszym stowarzyszeniem?

Ankieta

Czy jesteś za swobodnym wywozem dzieł sztuki z Polski?

Kalendarz

Październik 2017 Listopad 2017
Ni Po Wt Śr Cz Pi So
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31